Przemyśl,

Popularne

niedziela, 21 października 2018

Gdzie iść głosować? Wybory samorządowe 2018, lokale wyborcze w mieście Przemyśl

Lokale wyborcze w mieście Przemyśl,  koło granicy z Ukrainą. Adresy komisji wyborczych, lokali wyborczych, na rok 2018.
Czytaj dalej »

niedziela, 4 stycznia 2009

Przemyski Rynek - warto rozmawiać

Chyba po raz pierwszy w historii Przemyśla po roku 1989 lokalna polityka zaczęła budzić aż takie emocje. Plan przebudowy przemyskiego Rynku otworzył przestrzeń miejską na bezprecedensową debatę o jej przyszłości - przyszłości, o której rozmawia się już nie tylko w zaciszach politycznych gabinetów, ale w domach i na ulicach.

Inicjatywie referendum w sprawie przemyskiego Rynku wypada tylko przyklasnąć. Przestrzeń publiczna służyć ma przede wszystkim mieszkankom i mieszkańcom, nie zaś urzeczywistnianiu ambitnych wizji miejskich włodarzy. Ci zaś, niezależnie od wielkości jednostki administracyjnej, pozostającej pod ich pieczą, mają przykrą tendencję mijania się ze społecznymi oczekiwaniami. W Warszawie Hanna Gronkiewicz-Waltz chce postawić wieżowiec w parku, mimo faktu, że 92% pytanych w sondażu opowiedziało się przeciwko temu pomysłowi. Teraz myśli się o wydaniu 8 milionów złotych, a mało kto w Urzędzie Miasta pyta się, czy jest to konieczne.

A co, jeśli Przemyślankom i Przemyślanom obecny Rynek się podoba? Co, jeśli lubią charakterystyczne drzewa i równie charakterystyczną pochyłość? Czy wszelkie tego typu miejsca muszą być ujednolicane według jednego, prostego szymelu - na płasko i szaro? Wiele wskazuje na to, że inicjatywie obywatelskiej uda się zebrać wystarczającą ilość podpisów, by przeprowadzić referendum miejskie. Władze miasta, chcące wydać parę milionów złotych na zmiany, jednocześnie nie mają ochoty wydać 200 tysięcy na to, by zapytać się ludzi, czy w ogóle są one potrzebne.

Dość kuriozalna to logika, ale po przyjęciu miejskiego budżetu głosami opozycji w Radzie Miasta dziwić niekoniecznie musi. Europejskie standardy w tej dziedzinie są obecnie zupełnie inne. Referendum jest standardową metodą zabierania głosu w sprawach istotnych dla życia lokalnej społeczności. Pojawiają się też elementy demokracji bezpośredniej, takie jak rezerwowanie dla inicjatyw obywatelskich określonej części miejskich budżetów. Już dawno zdano sobie sprawę z tego, że demokracja nie polega na tym, że przeprowadza się raz na jakiś czas wybory, a ich wynik pozwala rządzącym na zupełną dowolność w podejmowanych działaniach.

Obecny kształt Rynku nie powinien być powodem do zmartwień dla władz miasta. Pamiętam godziny przesiadywane na nim po zajęciach w liceum i jakoś nigdy od nikogo nie usłyszałem, by należało zmieniać jego koncepcję przestrzenną. Zaoszczędzone na pomyśle pieniądze można wydać na dziesiątki inwestycji "przyjemnych i pożytecznych", by użyć oświecenioego sloganu. Można przeznaczyć więcej pieniędzy na renowacje miejskich kamienic. Zainwestować w termoizolacje i panele słoneczne na budynkach, przyczyniające się do obniżenia zużycia prądu i tym samym mniejszych rachunków. Bezpłatny Internet miejski. Stworzenie sieci miejskich ścieżek rowerowych i parkingów dla jednośladów, co byłoby fantastycznym magnesem dla ekologicznej turystyki.Ogranicza nas tylko wyobraźnia.

Warto zatem mieć jej na tyle, by zapytać mieszkanki i mieszkańców, jakiego Rynku pragną.

Bartłomiej Kozek

 ***tekst pochodzi z bloga „Zielone Podkarpacie”. autor, redaktor :Bartłomiej Kozek
Czytaj dalej »

wtorek, 14 października 2008

Wypromować "Łemkowszczyznę" tak jak Bieszczady!

Jestem młodym badaczem, i ongis króciutko zajmowałem się analizą szans rozwoju turystyki w Polsce. Badałem sprawy mniejszości etnicznych w Polsce i zwróciłem uwagę na Łemków- mniejszość z okolicy Beskidu Niskiego, określaną jako już zanikającą, bowiem przynależnośc do tej mniejszości zadeklarowało w czasie spisu powszechnego ludności w 2002 r. jedynie 1580 osób z terenu woj. małopolskiego i 147 z terenu woj. podkarpackiego.

Niemniej jednak język Łemków, będący wg niektórych językoznawców gwarą języka rusińskiego, przetrwał lokalnie. Kontrowersyjną kwestią jest, czy gwary łemkowskie stanowią odrębny język, lokalne gwary języka ukraińskiego, czy też zachodnią odmianę języka rusińskiego- co do tego naukowcy są niezgodni, a i sam język jest niejednolity.

Dziwi że w regionie będącym terenem jeszcze niedawno zamieszkałym przez Łemków, tak szybko o nich zapomniano. Odwiedzając ongiś przejazdem Beskid Niski, o tym, że mieszkali tutaj Łemkowie, dowiedziałem się dopiero z gazet.

Uważam że tamtejsze władze nie wykorzystują szansy jaką daje historia tego regionu, pozwalająca na pokazanie odwiedzajacym ten region jego unikalności, choćby poprzez odtworzenie językowej i kulturowej odrębności jaka go ongiś charakteryzowała, chocby tylko na potrzeby ruchu turystycznego. Wszak powołano tutaj nawet oddzielne byty państwowe- chwilowo powstała "Republika Komańczańska" o nacjonalistycznym charakterze (ze stolicą w Komańczy), równie krótko trwała "Ruska Narodowa Republika Łemków". Wprowadzono nawet dialekt łemkowski do szkół i prasy.

Wydawałoby się że we współczesnym świecie unikalność jest w cenie, i każdy stara się podkreślić swą odrębność, tak by zainteresowac nią innych- czy to turystów, czy to inwestorów. W tym przypadku jednak wydaje mi się że tamtejsze władze wolą o owej odrębności zapomnieć nie chcąc jej kultywować, uważając ją za nie wartą do nagłaśniania.

Dlaczego nikt nie stara sie wskrzesić tradycji odrębnosci etnicznej tego obszaru, dlaczego lokalne władze nie starają sie wskrześcić "Łemkowszczyzny"-krainy tych historycznych Łemków, zdziesiątkowanych akcją "Wisła", kiedy to wysiedlono około 200 tys. ludności łemkowskiej? A może wciąż istnieje obawa przed "odrodzeniem się" odrębności Łemków? Śmiem jednak twierdzić, że byłoby to pożądane dla regionu- odzyskałby on na nowo jego utraconą unikalność, która powinna zadziałać na turystów jak magnes.

"Łemkowszczyzna" powinna w mojej opinii zastąpić funkcjonującą w opinii publicznej nazwę "Beskidu Niskiego", jaka używana jest dla określenia tego regionu. Nazwa "Beskid Niski" jest turystycznie nieatrakcyjna, ma charakter naukowy i odnośi się jedynie do geografii regionu, a nie do jego przeszłości kulturowej i historycznej. Nazwa "Łemkowszczyzna" powinna być przez władze lokalne tak rozpropagowana, jak rozpropagowano nazwe "Bieszczady", która przyciąga w sąsiednie góry masy turystów.

Uważam że odpowiednie marketingowe wykorzystanie odrębności etnograficznej tego regionu poprzez podkreślenie odrębności językowej regionu ongiś zamieszkanego przez Łemków, pozwoliłoby na zbudowanie ciekawego wizerunku marketingowego dla turystów odwiedzająch polskie góry, których tego typu "egzotyczny" region mógłby przyciągać. Pozwoliłoby to też na zbudowanie poczucia wspólnoty mieszkańców tych terenów, którzy czuliby się zjednoczeni jako lokalna społeczność zamieszkująca region o bogatej historii jego odrębności.

Jak dla mnie to tereny zasiedlone ongiś przez Łemków powinny kultywować tradycje odrębności językowej, wprowadzając wzorem wielu miast kaszubskich dwujęzyczne oznaczenia ulic, instytucji i sklepów. Podkreślenie odrębności językowej, nawet jeśli ten drugi język już niemal wymarł, powinno służyć przypomnieniu turystom i mieszkańcom o społeczności Łemków, "górali" posiadających unikalną kulturę, język, religię i obyczaje, a także unikalne malarstwo Nikifora -Epifaniusza Drowniaka.

Niestety, mam wrażenie że łemkowska przeszłość tego regionu jest tępiona, spychana na śmietnik historii, traktowana jako kłopotliwa. Istotnie, wiele z historii relacji polsko-łemkowskich jest do dziś przedmiotem zawstydzenia i poczucia winy (np. akcja "Wisła" z 1947 roku; potępiona przez Senat RP w 1990 r.), a jedyną metodą na przezwyciężenie podziałów jest wg mnie rzetelne przedstawienie historii tego regionu, wg mnie bardzo interesującej. Niemniej uważam iż odrębność etniczna Łemkowszczyzny, winna stać się motywem przewodnim akcji marketingowej mającej rozpropagować walory turystyczne tego regionu w Polsce i w Europie, zamiast być przemilczana. Szkoda, by tak bogate dziedzicto kulturowe marnowało się na śmietniku historii.

Adam Fularz
Czytaj dalej »

poniedziałek, 13 października 2008

Pomalujmy Podkarpacie na zielono

Przykład obwodnicy Ropczyc dobitnie pokazuje, że w myśleniu politycznych decydentów nadal pokutuje wiara w przemysłowy model modernizacji, zgodnie z hasłem "po trupach do celu". By zrealizować tego typu zamierzenie, jest się gotowym do wyburzenia ponad 30 domów i zbudowania drogi, która będzie leżała 300-400 metrów od centrum miasta. Trudno tego typu szlak komunikacyjny nazwać obwodnicą, która z założenia powinna miasto raczej omijać niż tak głęboko w ingerować w jej strukturę. Władz miasta ani drogowców nie usprawiedliwiają pokrętne tłumaczenia, że ludzie wiedzieli, gdzie ta droga miała przebiegać. Życiowa elastyczność wymaga, by mieć na tego typu sytuacje plan B.

Tego typu planem jest pomysł obwodnicę od strony północnej. W ten sposób droga zbliżyłaby się do części przemysłowej powiatu ropczycko-sędziszowskiego i jednocześnie - do kolei, co umożliwiłoby przerzucenie części transportu na tory. W całej sprawie, w której mieszkanki i mieszkańcy jednej z ropczyckich ulic walczą z urzędniczym absurdem, rzeczonych absurdów nie brakuje. Z powodu lęku przed potencjalnymi karami ze strony Unii Europejskiej zdecydowano się na finansowanie budowy ze środków krajowych. Problem w tym, że nikt nie potrafi wskazać, gdzie owe środki są zarezerwowane - poprawka budżetowa w tej sprawie przepadła w sejmowym głosowaniu.

Komisja Europejska domaga się teraz wyjaśnień od polskich władz, bowiem istnieje podejrzenie złamania prawa obywatelek i obywateli do informacji zgodnie z przyjętą przez nasz kraj konwencją z Aarhus. Zdumiewa też fakt, że zamiast dbać o środowisko i zyskać tym samym szansę na unijne dotacje, GDDKiA razem z samorządem wolą iść w kierunku formalnego konfliktu prawnego, który jeszcze bardziej oddala w czasie budowę potrzebnej miastu obwodnicy. Skoro nie przeszkadza im, że miasto uttraci korytarz nawiewowy świeżego powietrza, idącego od południa, wyburzone zostanie kilkadziesiąt domów, a kolejne kilkadziesiąt drzew, to ciśnie się na myśl tylko jedno słowo - pogarda. Pogarda dla ludzi i środowiska.

Czy można inaczej? Można, i Zieloni na całym świecie starają się to udowodnić. Jednym z niechlubnych dziedzictw PRL była degradacja przyrodnicza. Wszyscy pamiętamy widok martwych drzew w Górach Izerskich w Sudetach. Brudne powietrze i brudna woda były u początku transformacji codziennym doświadczeniem. Dziś, kiedy jesteśmy już w Unii Europejskiej, chcemy nadgonić stracony czas. To zrozumiałe. Niezrozumiała jest jednak ślepa chęć powtarzania tych samych błędów, za które do dziś kraje Europy Zachodniej płacą wielką cenę.

Nie jest tak, że jedyna droga Podkarpacia do Europy wiedzie przez budowę monumentalnych autostrad albo fabryk. Zgodnie z zapisaną w Konstytucji RP zasadą zrównoważonego rozwoju pod uwagę należy brać kwestie ekologiczne, społeczne i ekonomiczne. Bez ich wyważenia nie ma mowy o tym, by Polska południowo-wschodnia wyrwała się z kręgu biedy i dołączyła do europejskiej czołówki.

Nowoczesne myślenie o rozwoju zawiera w sobie wiele elementów, spośród których tylko niektóre zostały uwzględnione np. w wojewódzkich planach wykorzystywania unijnych funduszy. Cieszy wysoki udział (ok. 25%) kolei w regionalnym programie operacyjnym - bez szybkiego dojazdu z Przemyśla czy Rzeszowa do Krakowa i Warszawy trudno będzie o przyciągnięcie nie tylko inwestycji, ale i turystów. Podkarpacie nadal przeznacza niecałe 2,5% wyżej wymienionych funduszy na odnawialne źródła energii - choć jak na średnią krajową obydwa te wskaźniki są całkiem wysokie, to jednak dla potrzeb regionu są one za niskie.

Rosnąca ilość samochodów na drogach wpływa negatywnie na płynność komunikacji, zmiany klimatyczne - ale też i na nasze zdrowie. Ci, którzy codziennie rano czują zapach ukraińskiej benzyny wiedzą, o czym mówię. Potrzebny jest nam sprawny transport zbiorowy, ale też i ścieżki rowerowe. Inaczej utkniemy w korkach na dobre. Rowerostrady wysokiej jakości byłyby prawdziwą atrakcją turystyczną, rośnie bowiem ilość entuzjastek i entuzjastów eskapad na dwóch kółkach.

Mało kto potrafi oprzeć się magii Bieszczad - trudno się dziwić. Gdyby jednak tereny te nie były chronione, szybko straciłyby swój urok. Aż dziw bierze, że po dziś dzień nie możemy doczekać się powstania Turnickiego Parku Narodowego. Straszy się ludzi utratą możliwości zarobkowania, nie pokazuje się za to zysków, jakie płyną ze wzrostu zainteresowania rejonem chronionym. Agroturystyka, baza obsługowa, komunikacja zbiorowa, poprawa infrastruktury - to tylko niektóre z możliwości, jakie wyłaniają się, jeśli tylko pojawi się dobry plan. Doświadczyło tego wiele lokalnych wspólnot z całej Polski. Przyroda może się zatem okazać całkiem niezłą przyjaciółką człowieka, a przeciwstawianie ludzi żabkom czy kwiatkom okazuje się być fałszywą alternatywą.

Olbrzymi potencjał energetyczny tkwi też w energooszczędności i odnawialnych źródłach energii. Energia słońca, wiatru i wody, racjonalnie wykorzystywana, może uniezależnić nas wszystkich od surowców nieodnawialnych, najczęściej importowanych. Inwestowanie w energooszczędność i poprawianie efektywności energetycznej ma też zbawienny wpływ na nasze portfele. Ekologia zatem nie jest droga - czasem, dzięki tego typu działaniom (ocieplanie, żarówki energooszczędne, termostaty w kaloryferach), możemy zmniejszyć nasze rachunki za energię bez obniżania jakości życia. Ważne, by w tym procesie wspierało nas państwo i samorządy.

Gospodarka nie opiera się już na wyścigu o to, kto wyprodukuje więcej stali. Prawdziwy, fascynujący wyścig toczy się w ludzkim umyśle – na tym polega nowoczesne, oparte na wiedzy społeczeństwo. Darmowy Internet w każdej gminie to nie mrzonka – to konieczność. Otwiera bowiem dostęp do morza informacji i możliwości, takich jak telepraca czy też kształcenie na odległość. To wielka szansa dla terenów takich, jak Podkarpacie, czego przykładem niewątpliwy sukces Doliny Strugu.

Pochodzę z Podkarpacia - urodziłem się w Rzeszowie, moje młodzieńcze życie obracało się wokół Przemyśla i okolic, a Ropczyce to okolice rodzinnych stron mojego taty. Nie mówię o tych prostych przykładach jako ekspert, patrzący z dystansu i mówiący ex cathedra, co należy zmienić. To moje marzenie o lepszym miejscu do życia - miejscu, z którego nie będzie się uciekać na drugi koniec świata, przyjaznego nam wszystkim. Wierzę, że jest to możliwe - warto zatem mieć nadzieję. A jak powszechnie wiadomo, kolorem nadziei jest kolor zielony.

 ***tekst pochodzi z bloga „Zielone Podkarpacie”. autor, redaktor :Bartłomiej Kozek

Fotografia:Wikipedia
Czytaj dalej »

sobota, 20 września 2008

Materiał prasowy Stowarzyszenia na rzecz Turnickiego Parku Narodowego

Stowarzyszenie a park

Próby powołania Turnickiego PN podejmowane są od lat, niestety do dziś park nie powstał. W warunkach zaniechania działań na rzecz jego utworzenia oraz systematycznej utraty walorów przyrodniczych Gór Turczańsko - Sanockich oraz Pogórza Przemyskiego powstało Stowarzyszenie na rzecz Turnickiego Parku Narodowego. Stowarzyszenie nie jest jednak podmiotem, który mógłby zastąpić kompetentne instytucje państwowe. Nie posiadamy odpowiedniego zaplecza, dodatkowo - od strony formalnej potrzebne są decyzje i współdziałanie odpowiednich instytucji państwowych. Jesteśmy od przypominania i propagowania tej jakże potrzebnej formy ochrony przyrody, w pewnym sensie także informujemy i dementujemy "zabobony", które narosły w związku z planami powołania parku. Idea Turnickiego PN nie zatem jest niczym nowym. Istnieje dokumentacja projektowa, co więcej – Turnicki PN funkcjonuje w planach zagospodarowania oraz strategiach i analizach o zbnaczeniu regionalnym i państwowym.

Lokalni politycy najczęściej samorządowcy udają, że nie widzą problemu parku. Temat Turnickiego Pn podjęło na nowo Ministerstwo Środowiska- rozpoczeto wstępny etap procedury powołania parku. Niestety, zgodę na powstanie parku wyrazić muszą w obecnym stanie prawnym lokal;ne samorządy. I tu leży całe sedno problemu. Konkludując – Stowarzyszenie ma zainteresować problematyka Turnickiego PN kręgi decyzyjne, media a przede wszystkim opinie publiczną.

Granice Turnickiego PN

Obszar projektowanego Turnickiego PN cechuje zwartość obszaru, możliwość bezkonfliktowego wyznaczenia granic oraz bardzo małe zaludnienie.

Nowa, kompromisowa wersja parku zakłada objęcie ochroną 10.000 ha . Taka propozycja godzi w sposób wzorcowy interesy samorządów, leśników, myśliwych z szeroko pojętym interesem państwa, którego zadaniem jest ochrona dziedzictwa narodowego, jakim jest niewątpliwie środowisko przyrodnicze.

Obszar parku jest argumentem koronnym tego kompromisu. Warto zauważyć, iż obszar Ndl. Bircza to 30.000 ha przy średniej wielkości nadleśnictwa w Polsce wynoszącej 15.000 ha. Te liczby mówią same za siebie . Projektowany p[ark obejmie jedynie 1/3 powierzchni Ndl. Bircza. Rzekomy wzrost bezrobocia w takim stanie rzeczy pozbawiony jest jakiejkolwiek poważniej argumentacji. Tym bardziej, iż park to także nowie miejsca pracy, infrastruktura okołoparkowa i turystyczna- tym bardziej. Zatrudnienie w parku oraz rozwój turystyki i agroturystyki zrekompensuje koszty wyłączenia z gospodarki leśnej 10.000 ha lasów. Mając na uwadze powyższe obszar parku w porównaniu z pierwotnym projektem uległ znacznemu uszczupleniu. W dużym uproszczeniu Turnicki Pn obejmie tereny na południe i wschód od rzeki Wiar i co ważne - to obszar niemal zupełnie bezludny.

Dodatkowym argumentem za powstaniem parku jest korzystna struktura własnościowa, są to w przeważającej większości grunty Skarbu Państwa. Wyłączony jest tym samym problem natury własnościowej.

Stanowisko lokalnych samorządów

Stanowisko lokalnych samorządów jest negatywne. Taka postawa z jednej strony dziwi, z drugiej nie tyle przeraża, co śmieszy. Wydaje się iż „ochrona przyrody” to w ustach samorządowców pusty slogan bez pokrycia w realnych działaniach. Samorządowcy reagują alergicznie już na samą myśl , iż cześć obszaru gminy może być objęta jakąkolwiek ochroną. Z jednaj strony wydaja duże sumy na promocje gminy, która przedstawiają jako „ekologiczną”, z drugiej sprowadzają inwestycje i inwestorów nie patrząc na uwarunkowania przyrodnicze a jedynie na szybkie profity ekonomiczne. To oczywista krótkowzroczność, z której rozliczą nas kolejne pokolenia . Samorządy rzadko widzą wartość w przyrodzie , nie wiedza jak na niej można zarobić. Inna sprawa jest zupełnie niezrozumienie zasady zrównoważonego rozwoju – usankcjonowanej zresztą konstytucyjnie.

Stanowisko samorządów Birczy, Fredropola i Ustrzyk Dolnych nie jest korzystne dla projektowanego Turnickiego PN. Podstawowy argument włodarzy tych gmin jest następujący - park zatrzyma rozwój, nie będzie inwestycji, wzrośnie bezrobocie. Ci sami samorządowcy zapominają jednakże o swoich „dokonaniach” na rzecz regionu. Czy w ostatnicjh latach zatrzymano odpływ młodzieży, jaki jest poziom edukacji. Czy poprawił się stan infrastruktury i dróg? Niech samorządowcy w pierwszej kolejności odpowiedzą na te pytania . Najłatwiej jednak znaleźć sobie przeciwnika w przyrodnikach, obarczyć za katastrofalny stan finansów park, który jeszcze nie powstał. Takie antagonizowanie to najłatwiejsze rozwiązanie. Jednak nie prowadzi do konstruktywnych konsensusów

Park a gospodarka leśna

Oczywiście gospodarka leśna prowadzona jest zgodnie z zasadami sztuki leśnej. Jenak warto zadać pytanie - czy obszar projektowanego parku narodowego powinien być w taki sposób eksploatowany i traktowany jak zwykły las gospodarczy? W ciągu ostatnich 15 lat obszar stracił wiele ze swoich dawnych walorów - właśnie za sprawą wspomnianej eksploatacji zasobów leśnych. Co prawda funkcjonuje Leśny Kompleks Promocyjny "Lasy Birczańskie", ale wbrew powszechnym opiniom struktura ta nie jest żadną formą ochrony przyrody. W praktyce postulaty ochronne formułowane przez leśników stoją w rażącej i widocznej sprzeczności w stosunku do intensywnej gospodarki leśnej, którą prowadzą.

Tylko powstanie parku może zatrzymać ten proces. W przypadku upadku idei parku stracimy „perłę Podkarpacia”. Taka perspektywa stawia pod znakiem zapytania wizję „czystego i zielonego” województwa.

Przy okazji nie możemy zapominać, że nowe obszary chronione, w tym parki narodowe, to podnoszenie jakości życia. Stan zachowania środowiska w oczywisty sposób przekłada się na nasze zdrowie,na to czym oddychamy, co pijemy.

Warto pamiętać, że ochrona przyrody to kapitał, który należy przełożyć na konkretne korzyści finansowe. Do dziś gmina Bircza nie ma statusu gminy uzdrowiskowej, co w niedalekiej przeszłości postulowano.

Zaniechano rozwoju w oparciu o lokalne walory, skupiając się na archaicznej gospodarce lesnej.

Park a istniejące formy ochrony przyrody

Istniejące formy ochrony przyrody nie zapewniają należytej ochrony obszarowi – w stosunku do jego rangi. Palącym problemem jest intensywna gospodarka leśna, która w chwili obecnej stanowi największe zagrożenie dla projektowanego Turniciego PN. Tak pojmowane leśnictwo prowadzi do dotkliwego uszczerbku w walorach przyrodniczych, zubaża podstawowy przedmiot ochrony jakim są lasy.

Formy ochrony przyrody posiadają odmienny charakter, różne są reżimy ochronne i zakres ograniczeń w partycypacji z zasobów przyrodniczych. Na obszarze postulowanego parku funkcjonują rezerwaty przyrody, stanowiska dokumentacyjne, użytki ekologiczne, park krajobrazowy oraz obszar NATURA 2000. Nie licząc rezerwatów przyrody żadna z wyżej wymienionych form ochrony przyrody nie koryguje gospodarki leśnej i rozmiaru pozyskania surowca drzewnego. Warto wspomnieć, iz rezerwaty przyrody obejmują bardzo mały procent powierzchni Nadleśnictwa Bircza, więc o żadnym nakładaniu się form ochrony przyrody nie ma mowy, bo większość obszaru pozostaje poza jakąkolwiek ochroną konserwatorską w ścisłym znaczeniu tego słowa. W oparciu o ten argument warto zauważyć diametralną różnicę między obecnie istniejącym Parkiem Krajobrazowym Pogórza Przemyskiego a postulowanym Turnickim Parkiem Narodowym. Park narodowy jest najwyższą formą ochrony przyrody, w sposób pełny i kompleksowy chroni najcenniejsze elementy ojczystej przyrody, która nie należy do jednostek ani nawet do społeczności lokalnych, ale jest dziedzictwem narodowym, za które odpowiada całe społeczeństwo. W parku narodowym w odróżnieniu od parku krajobrazowego i obszaru NATURA 2000 cele ochronne stoją na pierwszym miejscu.

Walory Turnickiego Parku Narodowego

Turnicki PN to jedyny park narodowy, który obejmowałby lesiste pogórze Karpat Wschodnich. Ekosystemy leśne Turnickiego PN pod względem zachowania, jakości i naturalności cechują się pewna odmiennością w stosunku do zbiorowisk leśnych znanych nam z Bieszczadzkiego PN. Ciekawostką historyczna jest , iż las Turnica należał do tzw. „dóbr królewskich”, następnie do Polskiej Akademii Umiejętności, później wchodził w skład „państwa arłamowskiego. A zatem przez długie okresy wyłączony był z gospodarki leśnej. Od około 20 lat tak już nie jest. Rozmiar ilościowy, jakościowy i powierzchniowy wycinek w Ndl. Bircza robi ponure i przerażające wrażenie, w szczególności na osobach, które z ochrona przyrody mają do czynienia na co dzień. Argumenty leśników jakoby dzięki nim lasy przedstawiały duża wartość przyrodniczą są komiczne – a dodatkowo z faktycznego i historycznego punktu widzenia fałszywe.

Obszar Turnickiego PN to swoiste spotkanie Wschodu z Zachodem, zarówno w wymiarze przyrodniczym jaki i kulturowo – historycznym.

Turnicki PN jest niezbędnym elementem krajowego i europejskiego systemu ochrony przyrody. Nie stanowi tworu podobnego do Bieszczadzkiego PN. Jest obszarem, który posiada własne, „autonomiczne”wartości przyrodnicze. W wyniku inwentaryzacji przyrodniczej odkryto nowe dla nauki gatunki roślin i zwierząt. Świadczy to o tym, iż jest to teren niepowtarzalny, na pewien sposób nieodkryty.

 ***tekst pochodzi z bloga „Zielone Podkarpacie”. autor, redaktor :Bartłomiej Kozek

Fotografia:Wikipedia
Czytaj dalej »

piątek, 19 września 2008

Turnicki Park Narodowy - stracona szansa na rozwój

Piszę w sprawie, która niepokoi mnie już od dłuższego czasu jako Zielonego. Chodzi o Turnicki Park Narodowy, którego nie ma - mimo 25 lat starań przyrodników. Lokalne władze, zamiast informować o zaletach takiego przedsięwzięcia, wolą obecnie chować głowę w piasek i sprzeciwiać się temu pomysłowi. Tymczasem może on przynieść obopólne korzyści - zarówno dla przyrody, jak i dla lokalnych społeczności. Wszystko zgodnie z zasadą zrównoważonego rozwoju.

Jako osoba pochodząca z Pogórza Przemyskiego doskonale wiem, jak piękny jest to obszar. Rozszerzenie ochrony nad miejscem, w którym krzyżują się rozmaite ekosystemy jest korzystne nie tylko dla przyrody jako takiej. Już sam fakt uznania jakiegoś obszaru za park narodowy równa się większemu zainteresowaniu turystycznemu, które dzięki umiejętnej promocji turystycznej może być jeszcze większe. Władze Ustrzyk Dolnych, mając niemal za miedzą Bieszczadzki Park Narodowy, powinny o tym wiedzieć najlepiej.

Bieszczady nie były, nie są i nie będą miejscem, w którym nagromadza się wielki przemysł, kojarzący się z dobrobytem. Panaceum na bolączki tego regionu mogą być zatem inwestycje w ochronę przyrody i nowoczesne technologie. Darmowy Internet, będący informatyczną autostradą XXI wieku, pozwoliłby na rozwój telepracy i na lepsze poinformowanie lokalnych społeczności o wydarzeniach z regionu, kraju i ze świata. Panele słoneczne i termoizolacja zmniejszałyby koszty życia. To tylko dwa z wielu pomysłów, które zielona polityka niesie na obszary takie jak Pogórze Przemyskie.

Warto przytoczyć za "Dziennikiem" konkretne liczby - do Biebrzańskiego Parku Narodowego rocznie przyjeżdża 25 tys. turystów, którzy płacą 4 zł za wejście i kolejne złotówki za wynajęcie sprzętu i nocleg. Tak jak unijne dotacje pozwalają rolnikom na korzystanie z zalesienia swojego areału, tak agroturystyka staje się w rejonach graniczących z parkami narodowymi rosnącym działem gospodarki. Kolejne miejsca pracy może zapewnić chociażby przewodnictwo albo rolnictwo organiczne, bez udziału chemikaliów.

Zamiast zatem udawać, że interesy mieszkanek i mieszkańców okolicznych gmin są sprzeczne z postulatami ekologicznymi, warto poinformować, jakie korzyści można wynieść z zielonej, ekologicznej modernizacji.

***tekst pochodzi z bloga „Zielone Podkarpacie”. autor, redaktor :Bartłomiej Kozek
Fotografia:Wikipedia
Czytaj dalej »

niedziela, 27 lipca 2008

Bliżej Europy, bliżej świata

Współpraca międzynarodowa to istotna kwestia. Bez niej tkwimy w marazmie, nie otwieramy się na nowe idee i pomysły, które mogłyby pomóc nam w tworzeniu lepszych miast, miasteczek i wiosek. Niestety, kiedy patrzy się na listę miast zaprzyjaźnionych chociażby z wojewódzkimi miejscowościami na prawach powiatu, niewiele widać w niej śmiałości i odwagi ku nietypowym, szalonym wręcz pomysłom. Relatywnie najlepiej jest z Rzeszowem, który poza Europą Środkowo-Wschodnią dorobił się przyjaciół w Stanach Zjednoczonych (Buffalo), Grecji (Lamia) i Austrii (Klagenfurt). Przemyśl wpadł na pomysł z Wielką Brytanią (South Kesteven), a tak poza tym nie jest dużo lepiej, chociaż np. Mielec ma partnerów nielichych...

Nie chodzi o to, że bliskie naszemu regionowi miasta, takie jak Lwów czy Koszyce, są w jakikolwiek sposób gorsze. Współpraca z nimi ma szanse nas ubogacać, jeśli tylko będzie odbywać się na partnerskich zasadach. Brakuje jednak odwagi, by wznieść się ponad tradycyjne poczucie lokalności i spróbować zadzierzgnąć jakieś lepsze kontakty. Otworem stoi przecież Francja, Hiszpania czy Włochy, nie mówiąc już na przykład o Skandynawii. W ten sposób łatwo byłoby wymienić się doświadczeniami, związanymi dajmy na to z tworzeniem miejskich wypożyczalni rowerowych.



Partnerstwo europejskie, pozwalające na skuteczny transfer dobrych praktyk, powinno zatem uwzględniać miasta tak regionalnie i kulturowo bliskie (a więc czeskie, słowackie, ukraińskie, węgierskie i rumuńskie, które aktualnie dominują), ale też i te dalsze, mogące pokazać, jak od podstaw budować dobre praktyki. Nie chodzi tu tylko o to, by młodzież z niemieckiego Paderborn przyjeżdżała do Przemyśla i na odwrót, chociaż to bardzo cenna inicjatywa. Chodzi o to, by dochodziło do jak największej ilości spotkań lokalnych społeczności, związkowców i przedsiębiorców, polityczek i polityków, działeczk i działaczy organizacji pozarządowych...



Podobne praktyki można rozwijać nie tylko poprzez sieć miast partnerskich, ale wstępowanie do rozlicznych „międzymiastówek”, promujących ochronę klimatu, mniej stresujący tryb życia. To także „adopcja” miast w Azji, Ameryce Łacińskiej albo w Azji. Nie tylko na linii Przemyśl-Japonia (aczkolwiek spoglądam na tego typu pomysły z niekłamaną życzliwością), ale tez np. Dębica – Kampala (stolica Ugandy). Wystarczyłoby nieco dobrej woli i np. ufundowanie przez miejski ratusz znaczków na poczcie po to, by młodzi ludzie mogli korespondować ze swoimi rówieśniacmi i rówieśnikami z dalekiego lądu. W taki sposób buduje się tolerancję, akceptację i otwartość.



A co z tego będą miały miasta? Nie wszystko da się przeliczyć na pieniądze. Intensywna wymiana idei wzbogaca – nigdy zaś nie zubaża. Wyobraźmy sobie na przykład wielki festiwal afrykański w Ropczycach, z lokalnymi zespołami muzycznymi z, dajmy na to, jakiegoś większego miasta Wybrzeża Kości Słoniowej. Nie zrobiłoby to wrażenia? Nie przyciągnęłoby ludzi spoza województwa? Nie zachęciło do zdobywania wiedzy o świecie, zamiast tkwienia w krzywdzących stereotypach?



***

tekst pochodzi z bloga „Zielone Podkarpacie”. autor, redaktor :Bartłomiej Kozek

Fotografia:Wikipedia
Czytaj dalej »

Klimat na klimat


-->
Istnieje coś takiego jak Sojusz Klimatyczny – porozumienie, grupujące prawie półtora tysiąca miast z Europy, które decydują się na wspólną walkę z globalnym ociepleniem. W Polsce nie jest to specjalnie rozpowszechnione. Czemu zatem chociażby jedno z miast na Podkarpaciu nie zdecydowało się na wejście do tego klubu? Z pewnością obiłoby się to szerokim echem nie tylko w kraju, ale i na całym kontynencie. Przyniosłoby prestiż (szczególnie, jeśli w wyniku przeprowadzonych działań otrzymałoby nagrodę), a także zachęciło do potencjalnych inwestycji setki mniejszych i większych biznesów, związanych ze zrównoważonym rozwojem.

Nie trzeba w celu redukcji emisji dwutlenku węgla i innych średnio miłych gazów odkrywać Ameryki – wystarczy rozejrzeć się nieco po Internecie, a jeszcze prościej uważnie poczytać „Zielone Podkarpacie”. W końcu ścieżki rowerowe oznaczają, że więcej osób rezygnuje z samochodów i tym samym przyczynia się do naszego wspólnego życia w czystszym środowisku. Podobnie ze wspieraniem kolei, rozszerzaniem się energetyki odnawialnej i mnóstwo innych, drobnych uprzejmości.

Wyobraźmy sobie, że do Sojuszu Klimatycznego wchodzi nie jedno, ale na przykład dziesięć największych miejscowości Podkarpacia. Już widzę nagłówki gazet, mówiące o „Zielonym województwie”. Już widzę tłumy dziennikarek i dziennikarzy, chcących poznać sekret życia w zgodzie z naturą. Opłaca się to z czysto marketingowego punktu widzenia, a inwestycje w infrastrukturę czy też poprawę wydajności energetycznej spokojnie odciążają kieszenie mieszkanek i mieszkańców. Czy ktoś zapomni takie zasługi tym, którzy na taki ambitny program się zdecydują? Chyba nie...

Nie warto zatem być krótkowzrocznym i myśleć wyłącznie o parkingach dla samochodów. Lepiej inwestować w przyszłość. Nie tylko dla naszego dobra – w końcu rezultaty naszej krótkowzroczności i nadmiernej konsumpcji mogą odczuć np. mieszkanki i mieszkańcy Malediwów i innych wysp na Oceanie Indyjskim i Pacyfiku, którym z powodu topnienia lodowców grozi zniknięcie wysp z powierzchni ziemi. Czują to rolniczki i rolnicy w Afryce, którym przez pustynnienie rozległych terenów, które niegdyś nadawały się na uprawy i hodowle, w oczy zagląda widmo głodu. Czują ci, którzy mają problemy z dostępem do czystej wody i kładą się spać głodni. Warto o tym pamiętać, chociażby przy wyborze rodzaju żarówki do domu.

Nie chodzi tu o dramatyzowanie – chodzi o przywrócenie poczucia odpowiedzialności w czasach bezprecedensowej alienacji. Rewitalizacji tych tradycyjnych więzów lokalnych, które pozbawione są znamion opresyjności, a także stworzenie nowych, wykraczających poza najbliższe sąsiedztwo i granice narodowe. Dla nas, Zielonych, to niezwykle istotne w naszym myśleniu o świecie. Podkarpacie, jako niegdyś wielokulturowy region, który nadal zachował w sobie względną różnorodność, ma szansę być w awangardzie globalnych przemian.
Czas zatem patrzeć rządzącym na ręce – i sprawdzać, w jaki sposób pojmują współpracę międzynarodową, na przykład z miastami partnerskimi, o których niebawem. Co z niej czerpią i czy dzięki niej zdobywają większą wiedzę o prowadzeniu polityki sprawiedliwości społecznej i ekologicznej? Czy dzięki temu żyje nam się lepiej, a nasze otoczenie staje się czystsze i zdrowsze? Byłoby miło, ale żeby tak było, potrzeba kogoś, kto będzie rozumiał problemy globalizującego się świata i potrafił trafnie umiejscowić ja w lokalnym kontekście. Słowem – potrzeba Zielonych!

Ochrona środowiska może służyć nam wszystkim – nie marnujmy tej okazji tylko dlatego, że wielu nieżyczliwych mówi o „ratowaniu żabek” i o „cofaniu do jaskiń”. Ci sami ludzie chcą zapobiec zmianom społecznym, które będą umożliwiać ludziom samorealizację, a także wspierają anarchiczny sposób pojmowania świata. Zielona wizja zmian, z wiatrakami i panelami słonecznymi, szybką koleją i usieciowionym społeczeństwem jest dużo bardziej progresywna niż drogi, przechodzące przez środek obszarów cennych przyrodniczo albo kopalnie, w których schorowani od wdychania pyłów węglowych ludzie pozbawieni są słońca. Wyciągniemy ich na powierzchnię – bo dla nas ważni są ludzie. Żabki zresztą też.

***tekst pochodzi z bloga „Zielone Podkarpacie”. autor, redaktor :Bartłomiej Kozek

Fotografia:Wikipedia
Czytaj dalej »

Gospodarzyć na zielono



Da się? Da się! Trzeba tylko chcieć! Niekonieczne są do tego specjalne strefy ekonomiczne i wieloletnie zwolnienia podatkowe dla firm spoza Polski - trzeba za to wziąć się ostro za wspieranie małych i średnich przedsiębiorstw. Wiadomo, że pewne kwestie, na przykład związane z procedurami rejestracyjnymi, rozwiązuje się na szczeblu centralnym. To jednak powiaty prowadzą lokalne Urzędy Pracy, a samorządy, które mają za zadanie wspierać lokalnych wytwórców, często wolą sprowadzać do siebie wielkie hipermarkety, które raczej owym lokalnym biznesmenkom i biznesmenom nie pomagają. Casus Przemyśla, w którym markety sa niemal w ścisłym centrum miasta, a dwa okupują dwa końce jednego mostu (!) jest tu dostatecznie wymowny.

Czasem wystarczy sfinansować porządne szkolenia z przedsiębiorczości i ułatwić dostęp do kredytów na założenie własnej firmy, by biznes zaczął kręcić się sam. Oczywiście nie wolno odpuszczać tym, którzy łamią prawa pracownicze, ale też trzeba pomagać we wdrażaniu technologii ekologicznych. Szczególną troską należy otoczyć usługi komunalne, chroniąc je przed parcelacją i zapewniając obywatelkom i obywatelom usługi publiczne na wysokim poziomie. Nie ma jednej, jedynie słusznej formy własności - każda z nich jest cenna i w określonych warunkach i branżach to jedna z nich - publiczna, spółdzielcza, komunalna, prywatna - jest lepsza od innych.

Żeby miasto dobrze się rozwijało, potrzebne jest rozsądne planowanie. Jeśli chcemy ubolewać nad tym, że zalewa osiedla mieszkaniowe, możemy nadal budować je na terenach zalewowych. Regulacja rzek jest barbarzyństwem, z którego wycofuje się cały Zachód. Wystarczy ruszyć głową, by zapobiegać tragediom w dużo mniej kosztowny sposób. Na pewno pomoże to w lepszym wyborze miejsc do tworzenia osiedli, a także umieszczania lokalnych biznesów.

Nie mam problemu z faktem, że w okolicy pojawia się jakiś duży zakład. Pozyskiwanie tego typu przedsiębiorstw nie może być jednak priorytetem. Dobra, stabilna gospodarka opiera się na olbrzymiej ilości małych firm, będących bliżej ludzi. Mieliśmy już system, w którym liczyły się wielkie fabryki. Nie zamieniajmy go na ustrój, w którym ich ekwiwalentem będą wielkie markety - tak bowiem jedne, jaki i drugie nie za bardzo w zgodzie.

Niedbałość przy transformacji sprawiła, że padły PGRy, a także cała masa przedsiębiorstw. Wystarczy zobaczyć na prawdziwą masakrę w ilości podprzemyskich cegielni. To se ne vrati - warto zatem już teraz budować przestrzeń, w której, np. poprzez darmowy miejski i gminny internet, pojawia się możliwość telepracy czy większej konkurencyjności małych i średnich firm. To także szansa dla rozwoju informatycznego całego regionu - rozwoju w dużo bardziej zrównoważony rozwój.
***tekst pochodzi z bloga „Zielone Podkarpacie”. autor, redaktor :Bartłomiej Kozek
Fotografia:Wikipedia
Czytaj dalej »

sobota, 26 lipca 2008

Nowa energia

Czy aby naprawdę podobają nam się te wielkie elektrownie, które produkują energię z ropy albo węgla? Mało kto lubi życie w ich pobliżu. Teraz jako alternatywę pokazuje nam się atom - tak jakby złoża uranu były niewyczerpalne i było ich na tyle wiele, że każdy ma je we własnym ogródku. Czy naprawdę nie można chcieć czegoś innego? Można, i Zieloni są jedynymi, którzy uczciwie o tym mówią.

O tym, że jesteśmy jedną z najbardziej energochłonnych gospodarek Europy mówi się niewiele. A szkoda, bo jest nad czym się zastanawiać. Zamiast więc zwalać winę na Zachód, który każde nam się dostosowywać do rzekomych "wyśrubowanych norm ekologicznych" (jak donosi "Rzeczpospolita"), lepiej podpatrzeć od nich, jak udaje im się produkować jeszcze więcej od nas, wykorzystując przy tym dużo mniej energii. Rozumiem, że woleliby patrzeć się bezczynnie na zmiany klimatyczne i na ich efekty, do których powodzie na Podkarpaciu, z jakimi mamy do czynienia, śmiało możemy zaliczyć.

Nowoczesne technologie są działką, w którą tak prywatne firmy, jak i państwo nie inwestują u nas zbyt wiele - efektem jest słabość finansowa polskiej nauki i niemożność rozwinięcia przezeń skrzydeł w wielu dziedzinach. Nie trzeba jednak wielkich technologii po to, by chociażby zapewniać przy remontach domów porządną izolację, albo też wymieniać żarówki na energooszczędne. Tego typu działania, gdyby prowadzić je na szerszą skalę, pozwoliłyby utrzymać w ryzach nasze zapotrzebowanie energetyczne. Tego typu działania mogš podejmować samorządy - i właśnie do tego będziemy dążyć.

Sam pamiętam momenty, kiedy brakowało na wsi prądu. Patrzyliśmy się wtedy na położone o rzut beretem miasto, które ów cud techniki posiadało. Teraz jestem bogatszy w wiedzę o tym, jak łatwo można czerpać moc z turbin wiatrowych czy paneli słonecznych. Jeśli chodzi o te pierwsze, czytałem niedawno wypowiedź pewnego angielskiego Zielonego, który odwiedził pole wiatrowe. Okazuje się, że wiatraki nowej generacji są praktycznie bezszelestne, pracują przez 80% czasu i, co ciekawe, nie zabił się o nie jak do tej pory żaden ptak. Powyższe dane zdają się rozwiewać wszelkie wątpliwości co do tego, że jest to atrakcyjna alternatywa dla brudnego węgla albo podkarpackich rafinerii u podnóża Karpat.

A poczciwe panele? Także i tu zachodzi coraz większy postęp - Rosjanie wynaleźli nawet takie ogniwa, które pracują nawet w pochmurną pogodę i, uwaga, w nocy! Rozpowszechnienie tej technologii mogłoby jeszcze bardziej podwyższyć ich atrakcyjność. Widać bowiem, że jest to kolejna inwestycja, w ostatecznym rozrachunku przynosząca oszczędności w kieszeniach. Nie mówiąc już o tym, kiedy ogrzewają one pompę wodną i oszczędzają np. potrzebny do podgrzewania H2O gaz.

Zielona wizja idzie dalej - a przy tym jest realna. Pragniemy, by każda i każdy z nas był producentką i producentem energii. To jest naprawdę możliwe - czasem będziemy produkować mniej, czasem więcej. Jeśli połączyć nasze domostwa inteligentną siecią energetyczną, ewentualne nadwyżki można by było sprzedawać - i vice versa, kupowalibyśmy energię wtedy, kiedy sami nie dalibyśmy rady wytworzyć jej dostatecznie dużo. To system demokratyczny, w którym znika groźba monopolizacji lokalnego rynku przez jakikolwiek zakład energetyczny. Dosłownie uwalnia energię - i oddaje nam ją w nasze ręce.

Dlatego nie dajcie się zwieść, kiedy będą wam zachwalać atom. Będą mówić, że jest tańszy - pamiętajcie, że to tylko z powodu budżetowych subwencji, za które wszyscy musimy płacić. Że jest ekologiczny - po czym zapomną wspomnieć o radioaktywnych odpadach. Że jest bezpieczny - tylko dziwnym trafem przemilczą już co najmniej cztery-pięć mniej lub bardziej poważnych awarii w Europie w tym roku. Uwierzcie w to, że zielona wizja może przynieść wam realne oszczędności i bezpieczeństwo. Dużo większe niż oferowane przez budowę ropociągu tylko dlatego, że nie jest z Rosji. Podkarpaciu słońca, wiatru i wody nie brakuje, czego Solina zdaje się być najlepszym przykładem.

Zdjęcie: Wikipedia
 ***tekst pochodzi z bloga „Zielone Podkarpacie”. autor, redaktor :Bartłomiej Kozek
Czytaj dalej »